Wywiad z trenerem Jaromirem Wieprzęciem.

Prowadzona przez Jaromira Wieprzęcia Stal jest rewelacją jesieni. Zielono-czarni zostali właśnie liderem II ligi, awansowali też do 1/8 Pucharu Polski.

Rozmowa z Jaromirem Wieprzęciem, trenerem Stali Stalowa Wola:

– Co pan myśli, spoglądając w tabelę?
– Miejsce w tabeli ważne jest dla kibiców. Ja zdaję sobie sprawę, iż różnice punktowe między drużynami są tak niewielkie, że po jednej, dwóch porażkach leci się ostro w dół. Najistotniejsze, że moi zawodnicy dobrze grają w piłkę. W tabelę spojrzę w maju albo czerwcu 2015 roku.

– Pamięta pan, kiedy Stal była tak wysoko?
– Hmm, musiało to być bardzo dawno temu (śmiech). Cieszymy się z tego, że tak dobrze nam idzie, ale też ustawiliśmy sobie poprzeczkę bardzo wysoko. W każdym meczu będziemy musieli udowadniać, iż nasza lokata nie jest dziełem przypadku.

– Stalową Wolę stać na I ligę?
– Pyta pan o możliwości klubu i miasta? To są bowiem naczynia powiązane. Ciężko mi się wypowiadać na ten temat, bo ja jestem od trenowania. Ale współpraca szefów piłkarskiej spółki z władzami miasta powinna się układać zdecydowanie lepiej. Stal jest jednym z biedniejszych klubów w II lidze, bez pieniędzy od firmy Wodex pewnie nie przeżylibyśmy i tylko należy żałować, że nie otrzymujemy odpowiedniego wsparcia z ratusza. A przecież zasługujemy na to.

– Może dobra gra pana drużyny przyczyni się do zakopania topora wojennego?
– Mam taką nadzieję. Nie wyobrażam sobie, żeby w Stalowej Woli zabrakło profesjonalnej drużyny piłkarskiej. Tym bardziej, iż po upadku koszykówki zostaliśmy sami. Cały czas powtarzam: nie każdy musi kochać sport, powinien jednak zdawać sobie sprawę, że stanowi on najlepszą reklamę miasta. Chciałbym, aby pieniądze ze środków publicznych rozdzielane były sprawiedliwie. Sport jest tak samo ważny jak kultura czy edukacja. To widać choćby po liczbie osób odwiedzających nasz stadion. Żadna inna impreza nie przyciągnie w Stalowej Woli takiej widowni, jak dobry mecz piłki nożnej.

– Jest pan trenerem na dorobku, to pana pierwsza praca z seniorami. Zaczął pan od zwycięstw, ale czy jest pan przygotowany na porażki? Nie jesteście Bayernem Monachium, więc trudne momenty na pewno się pojawią.
– Razem z chłopakami wysoko zawiesiliśmy sobie poprzeczkę. Gdy przyjdzie zadyszka, pojawią się słowa krytyki, ale to normalne. Siedzę w futbolu od lat, nauczyłem się pokory. Maksyma: jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz, to nie banał. Uświadamiam więc swoim zawodnikom, by twardo stąpali po ziemi. A schody z pewnością się zaczną, bo Bayernem nie jesteśmy, zaś liga jest szalenie wyrównana. Jestem na to przygotowany, nie boję się tego.

– Pozyskanie Łukasza Sekulskiego okazało się strzałem w dziesiątkę. Ale kij ma dwa końce. Łukasz strzelił 8 z 13 goli drużyny, trzy bramki dołożył stoper Michał Czarny. Gdzie reszta pomocników i napastników?
– Stal dawno nie miała tak skutecznego napastnika jak Łukasz. Lecz powtarzam do znudzenia: wszystkie nasze transfery okazały się trafione w 100 procentach, a na bramki Sekulskiego pracuje cały zespół.

– Sporo w tym racji. Mecze pucharowe pokazały, że dysponuje pan szeroką i wyrównaną kadrą.
– Wyrównana kadra to największy atut Stalówki. Od początku sezonu mam wielki ból głowy przy wyborze meczowej osiemnastki. Paru chłopaków muszę posadzić na ławce, paru odesłać na trybuny, mając świadomość, że i oni daliby radę na boisku. Za to dokonując zmian w trakcie meczu wiem, że nie zaszkodzę drużynie. Każdy trener chciałby mieć tak komfortową sytuację.

– Skąd bierze się umiejętność wygrywania na własnym boisku? U siebie jesteście niepokonani od połowy maja.
– Po prostu pracujemy nad tym, żeby wróciły stare dzieje. Gdy byłem zawodnikiem, do Stalowej Woli przyjeżdżały nie byle jakie firmy i zawsze miały kłopot. To bardzo ważne, aby zwyciężać na własnym boisku. Rodzi się wtedy więź między drużyną a kibicami, ludzie opuszczają stadion zadowoleni, a przecież o to w całej tej zabawie chodzi.

– Zwycięstwo nad Lechią Gdańsk było spektakularne i niezwykle istotne, bo pana podopieczni uwierzyli, że jak się czegoś bardzo pragnie, to wszystko jest możliwe. Teraz trzeba pokonać Śląsk Wrocław, a potem do Stalowej Woli przyjedzie Legia Warszawa…
– Dlaczego nie? W meczu ze Śląskiem nie stoimy na straconej pozycji. To są tacy sami ludzie, jak my. Pucharu Polski nie zdobędziemy, ale te rozgrywki to dla nas wielka przygoda i możliwość sprawdzenia się na tle wymagających przeciwników. Powtarzam chłopakom: nie miejcie kompleksów, zagrajcie z mocniejszymi i przekonajcie się, ile wam do nich brakuje. Dlaczego to nie wy jesteście w ekstraklasie. Nasza drużyna w Pucharze Polski może tylko zyskać.

– Śląsk już was nie zlekceważy, bo wie, czym to grozi. Kilka dni po pucharowej klęsce Lechia zremisowała w Zabrzu, a graczem meczu został wypożyczony z Norymbergi Antonio Colak. Chorwacki napastnik w Stalowej Woli nie istniał.
– Nie zgodzę się, że Lechia nas zlekceważyła. Gdańszczanie wystawili mocny skład, przyjechali, żeby się podbudować po słabym początku ligi i zbliżyć do europejskich pucharów. Sęk w tym, że chcieli załatwić sprawę w pierwszym kwadransie, a my im na to nie pozwoliliśmy. Wygraliśmy zasłużenie, mogliśmy strzelić dwa gole więcej. Lechia była w szoku, a ja pękałem z dumy. Mam w zespole zawodników, którzy poradziliby sobie w pierwszej lidze, może nawet w ekstraklasie.

– Czego panu życzyć?
– Podtrzymania serii, bo zwycięstwa budują zespół i sprawiają, że atmosfera w szatni jest wspaniała.

źródło: supernowosci24.pl

Strategiczny Partner Finansowy

Miasto Stalowa Wola

Stal Stalowa Wola P.S.A. na podstawie umowy nr PKS-‪524.1.2022‬.RR zawartej z Gminą Stalowa Wola realizuje zadanie publiczne z zakresu sportu pod tytułem " Organizacja lub udział w zgrupowaniach sportowych przygotowujących do rozgrywek ligowych, organizacja i udział w zawodach lub rozgrywkach sportowych - sport seniorów"

SPONSOR STRATEGICZNY

 

PGE - Polska Grupa Energetyczna

Sponsorzy

Partnerzy medialni