09 sty 2019

Tomasz Wietecha: To mój klub. Zawsze chciałem, żeby tak się ułożyło

0 Komentarzy

„Człowiek ze Stali – piłkarz 80-lecia”. Wychowanek Stali Stalowa Wola, jej wieloletni zawodnik i kapitan. Tomasz Wietecha, bo o nim mowa, ponownie w naszej „Stalówce”, gdzie będzie teraz pełnik rolę trenera bramkarzy.

Po kilku latach nieobecności wracasz do Stali Stalowa Wola. Jest satysfakcja? Czujesz, że jesteś tam, gdzie jest twoje miejsce?
 
Tomasz Wietecha: – To mój klub. Czuję się w tym momencie dobrze. Zawsze chciałem, żeby tak się ułożyło – by po latach grania na boisku robić to, co najbardziej lubię, czyli dalej być przy piłce nożnej w klubie, w którym się wychowałem.
 
Czym tak właściwie zajmowałeś się po odejściu ze Stali Stalowa Wola? Występowałeś w Sokole Nisko, odnosiłeś również sukcesy w stalowowolskiej amatorskiej lidze futbolu „Guliwer”. 
 
- Delikatnie chciałem się poruszać. Po perypetiach w Nisku musiałem coś postanowić. Znalazłem sobie pracę. Jeździłem do Grębowa trenować dzieci, młodzież w Lipie. Cały czas opiekowałem się bramkarzami, a do tego pracowałem. Odnajdywałem siebie w tym wszystkim, ale zawsze piłka była w głowie.
 
Jak to się stało, że zostałeś trenerem bramkarzy w Stali?
 
- Skontaktowali się ze mną trenerzy Fabianowski i Wtorek. Później spotkałem się jeszcze z prezesem. Spytali się, czy jestem zainteresowany pracą z bramkarzami w Stalowej Woli na co dzień, bo wcześniej, od września, jeszcze miałem zajęcia z młodzieżą. Mam być przy drużynie, codziennie na zajęciach, prowadzić rozgrzewki, treningi indywidualne. Wiadomo – wszystko, co wiąże się z kunsztem bramkarza. Do tego mecze, sparingi. Będzie co robić.
 
Czym dla Ciebie będzie praca w Stali? Spełnieniem marzeń po piłkarskiej karierze?
 
- Pewnie. Tak, jak mówiłem na początku – zawsze chciałem to robić. Już wcześniej myślałem, że tak będzie. Ułożyło się tak, jak się ułożyło i musiałem przez chwilę pracować w innych klubach. Jestem teraz w Stali i bardzo się z tego cieszę. 
 
 Tomasz_Wietecha_2
 
 
Jak oceniasz potencjał wśród bramkarzy Stali? Mamy m.in. zdolnego, 17-letniego Łukasza Konefała.
 
- Fajny chłopak. Znam go jeszcze z czasów, gdy w klubie opiekowałem się młodymi bramkarzami. On był wtedy małym chłopakiem, który przyjeżdżał na treningi, ćwiczył u trenera Andrzeja Kasiaka. Systematycznie uczęszczał na zajęcia bramkarskie. To przyniosło efekt. Jest ambitny. Ma świetne warunki jak na bramkarza, jest wysoki. Troszkę nabierze siły, masy i myślę, że coś z niego będzie. Tak samo jest potencjał u innych chłopców. Jest młody Maciek Siudak, sporo wychowanków, z których naprawdę coś może być.
 
Pamiętam, gdy rozmawialiśmy kilka lat temu o nowym stadionie. Teraz taki już powstaje. Nie możesz się chyba doczekać pierwszego spotkania przy sztucznym świetle, wypełnionych trybunach. 
 
- Zawsze mi się to marzyło. Mam nadzieję, że będę w tym uczestniczył w innej formie, przy zespole. Myślę, że ten stadion, otoczka, gdy światła zaświecą, to kibice zaczną przychodzić i wszystko pójdzie w dobrym kierunku. 
 
Usiąść na ławce rezerwowych w czasie meczu, w bluzie z herbem Stali, to też dla Ciebie będzie pewnie spore przeżycie?
 
- Przygotowuję się do nowej roli. Cały czas jestem jednak w ruchu. Chłopcom też chcę coś pokazać, a nie tylko mówić. Przebieram się z nimi, zakładam dres, ale na meczu mogę ich tylko wspierać. Będę dopingował i pomagał tym młodym zawodnikom.
 
Zobaczymy Cie jeszcze w bramce Stali Stali Stalowa czy ten etap jest już definitywnie skończony?
 
- Zająłem się już innymi rzeczami. Może kiedyś uda się zorganizować jakiś pożegnalny mecz i będę mógł w nim zagrać, ale… nie myślę o tym teraz. Teraz cieszę się, że zostałem trenerem bramkarzy Stali Stalowa Wola. 
 

Rozmawiał: Artur Długosz

Artykuł jest chroniony prawem autorskim i nie może być wykorzystywany bez zgody redakcji stal1938.pl

[góra]
Dodaj komentarz