Robert Dadok: Czułem się „mocny”

Robert Dadok strzelił dwa gole w meczu z Lechem II Poznań z czego jednego z nich można określić mianem „stadiony świata”. Dzięki tym bramkom „Stalówka” przywiozła punkt z Wronek. Po tym spotkaniu rozmawialiśmy z naszym pomocnikiem. Zapraszamy do lektury wywiadu!

Gratulacje za strzelone bramki, a w szczególności brawa za efektowną przewrotkę. Cieszymy się z punktu zdobytego z Lechem II Poznań czy jednak pozostaje niedosyt, że nie udało się nam wyjechać z Wronek z pełną pulą?

Robert Dadok: – Dziękuje bardzo. Z przebiegu meczu myślę, że powinniśmy być z tego punktu zadowoleni, gdyż przegrywaliśmy 1:2 i to my goniliśmy wynik. Po straconych bramkach potrafiliśmy się jednak podnieść i walczyć, aby zdobyć punkty – przynajmniej jeden. Prowadziliśmy grę, dobrze graliśmy bokami i dopięliśmy swego strzelając na 2:2. Była jeszcze okazja, aby przechylić szalę zwycięstwa na naszą stronę… Tak jak powiedziałem z jednej strony szkoda, gdyż uważam, że byliśmy drużyną lepszą, a drugiej trzeba też docenić ten punkt.

Pierwszą bramkę zdobyłeś z rzutu karnego, po którym przeciwnik, jak i komentatorzy komentujący mecz, mieli wątpliwości czy gol został strzelony prawidłowo.

Widziałem i słyszałem te protesty, ale według mnie sędzia słusznie zaliczył bramkę i na tym ten temat zakończę. Ja strzelam ,a sędzia decyduje czy wszystko jest prawidłowo. Była to bardzo ważna bramka, dzięki której na przerwę schodziliśmy prowadząc, a mi pozwoliła się odblokować, gdyż też na nią bardzo długo czekałem

Byłeś na liście wyznaczonych do wykonywania „jedenastki”?

Tak, obok Michała Fidziukiewicza i Łukasza Zjawińskiego. „Fidziu” jak pamiętamy przebywał w tym czasie na ławce, a Łukasz był w tej sytuacji faulowany. Lepiej w takich sytuacjach nie kusić losu. Czułem się „mocny” i bez wahania wykonałem swoje zadanie. Jeżeli w kolejnych meczach to mnie sfaulują, to Łukasz może podejść do „jedenastki”, bo też potrzebuje przełamania. 

W drugiej połowie przytrafiły się nam dwa błędy, które rywal bezlitośnie wykorzystał. Nie zaczął ci się przypominać mecz w Pruszkowie?

Nie obawiałem powtórki z tamtego nieszczęśliwego spotkania. To jest już troszeczkę inna drużyna niż w tamtym okresie. Jest to drużyna już odblokowana. Fakt, zdarza się nam popełnić błędy, ale to się zdarza w meczu i to jest normalne, że czasami się traci bramki. Trzeba na to dobrze reagować. My zareagowaliśmy bardzo dobrze, nie spuściliśmy z tonu i to co najważniejsze: walczyliśmy, aby zdobywać kolejne bramki.

Pierwsza bramka stracona w Poznaniu trochę przypomina tę, którą daliśmy sobie strzelić Krakowie.

– Już wracając z meczu analizowaliśmy stracone bramki. Bardzo dobrze ustawiamy się przy tych sytuacjach (rzuty wolne, rożne) jednak po wybiciu piłki, gdzie ona jest ponownie wbita w nasze pole karne, wkrada się błąd. Będziemy nad tym pracować, aby go wyeliminować.

I wreszcie nadeszła 78. minuta, w której strzeliłeś bardzo ładną bramkę przewrotką. Tydzień temu z Garbarnią Kraków też tak próbowałeś pokonać bramkarza. Wtedy był to strzał niecelny, we Wronkach już trafiłeś do bramki.

Masz racje. To były podobne sytuacje. W Krakowie nieznacznie się pomyliłem, a tym razem piłka wpadła do „sieci”. To cieszy. Może nie sposób w jaki ją zdobyłem, ale to, że doprowadziliśmy do remisu .

Często trenujesz takie strzały?

Zdarza się, że spróbuję parę razy, dlatego też mam taką łatwość i nie mam obaw, aby tak uderzyć podczas meczu.

W kolejnym spotkaniu punktujemy, ale wciąż w tabeli jesteśmy „pod kreską”. Przed nami potyczka z Górnikiem Polkowice, który wyprzedza nas o jeden punkt. Jedziemy tam po zwycięstwo?

– Oczywiście, że pojedziemy tam po pełną pulę. Mając tyle meczów wyjazdowych dzielnie sobie radzimy i przywozimy punkty z czwartego już spotkania. Górnik Polkowice to jest dobra drużyna , grająca fajnie w piłkę. Zapewne nie będzie to łatwy mecz, ale jesteśmy w dobrej formie i jesteśmy w stanie wywieźć stamtąd trzy punkty.

 

Rozmawiał: Krzysztof Nowaliński